Ile wybaczysz w przyjaźni

//

   4037616977_0ffb76eaa7_z
Znacie się. Dzwonicie do siebie prawie każdego dnia i opowiadacie o tysiącach nieistotnych rzeczy z życia.
jednak między wami coś nie gra, bynajmniej ty to dostrzegasz.
Na początku tego nie zauważasz, później pomijasz lecz z czasem coraz bardziej ci to przeszkadza….coraz bardziej wkurza i za każdym razem myślisz sobie koniec . Nie pozwolę na to kolejny raz. …. Do następnej rozmowy…
Mija dzień , dwa…
Od rana wszytko Ci się udaje i masz doskonały humor dzwoniąc do swojej bratniej duszy by opowiedzieć o tym wszystkim i znów słyszysz komentarz.
Po raz kolejny bliska ci osoba zaczyna wszytko komentować z ta wrodzona złośliwością i wrednością charakterku.
Po raz kolejny prawie każde twoje zdanie otrzymuje kontrę w postaci czystej złośliwiej uwagi z nieznanej przyczyny…
A ty po raz kolejny się temu poddajesz i pozwalasz na to.
Tłumaczysz sobie to tylko tak na luzie, bez większej głębi i znaczenia. To taki typ, taki ma charakter,  zawsze wredny, zawsze złośliwy.
Ale czy naprawdę tego chcesz ?
Takiej przyjaźni?
O to ci chodziło?
Czy nie milej by było gdyby ta bratnia dusza postarała się nie komentować złośliwością, była oparciem w trudnych i kompanem w szczęśliwych chwilach?
Bo chyba na tym polega przyjaźń….
Więc gdy następnym razem zaczniesz dzielić się swoimi przeżyciami i odczuciami z przyjacielem i w odpowiedzi usłyszysz znaną ci już złośliwość zastanów się na ile pozwolisz swojemu przyjacielowi i czy warto tkwić w takiej przyjaźni dalej.

intymność

Trafiłam na ten tekst całkowicie przypadkiem szukając chyba jakiegoś pomysłu na obiad i zrobił na mnie wrażenie. Myślę, że pomimo jego długości warto go przeczytać. Autorem tego wpisu jest www.kossowski-consulting.pl z Lessons Learned In Life. 

„Kiedy wróciłem tamtego wieczoru do domu, moja żona przygotowywała kolację. Wziąłem ją za rękę, spojrzałem w oczy i powiedziałem: Musimy porozmawiać. Usiadła i po cichu zaczęła jeść posiłek. Po raz kolejny w oczy rzucił mi się ten ból w jej oczach. Nie potrafiłem wycedzić z siebie ani jednego słowa. Ale w końcu musiałem powiedzieć to, o czym tak długo myślałem. Chciałem rozwodu. W końcu to z siebie wyrzuciłem. Ku memu zdziwieniu nie rozpaczała, zamiast tego zapytała o powód.

Starałem się zmienić temat. To ją zdenerwowało. Chlusnęła we mnie wodą ze szklanki i stwierdziła, że nie jestem mężczyzną. Tamtej nocy w ogóle już ze sobą nie rozmawialiśmy. Cały czas płakała. Wiedziałem, że chciała usłyszeć ode mnie co się stała z naszym małżeństwem. Ale nie chciałem dać jej prawdziwego powodu a nic innego mi do głowy nie przychodziło. Straciła mnie na rzecz Jane. Już jej, po prostu, nie kochałem. Było mi jej żal, nic po za tym.
W poczuciu winy, podpisałem wcześniej przygotowany pozew rozwodowy, oddając jej dom, nasz samochód i 30% w akcjach mojej firmy. Rzuciła tylko na to okiem i podarła dokument. Osoba, która poświęciła mi 10 lat życia, stała się nagle zupełnie obca. Żal mi było jej straconego czasu, energii i poświęcenia, ale moja miłość do Jane była zbyt duża, no i kości zostały rzucone. W końcu jej płacz zmienił się w rozpacz, nabrał na sile, czego się spodziewałem. Prawdę mówiąc w tym momencie ulżyło mi. Pomysł rozwodu, który chodził za mną od tygodni, ciążył niczym kamień, w końcu zaczął wydawać się rozsądnym i prawidłowym rozwiązaniem. Utwierdziłem się w tym rozwiązaniu.

Następnego dnia , wróciłem do domu bardzo późno, zobaczyłem ją piszącą coś przy stole. Nie chciało mi się przygotowywać sobie kolacji, więc udałem się prosto do łóżka. Sen zmógł mnie momentalnie, byłem tak wykończony niesamowitym dniem spędzonym z Jane. Kiedy się obudziłem, zobaczyłem ją nadal przy stole, piszącą. Prawdę mówiąc nie obchodziło mnie to, więc obróciłem się na drugi bok i usnąłem. 

Nad ranem przedstawiła mi swoje warunki rozwodowe: Nie chciała ode mnie niczego, ale potrzebowała miesiąca czasu, wtedy da mi rozwód. Poprosiła również, że podczas tego miesiąca oboje zrobimy wszystko, żeby żyć ze sobą jak normalniej się tylko da. Jej powód był prosty: Nasz syn miał egzaminy za miesiąc a ona nie chciała, żeby rozpad małżeństwa rodziców wpłynął na jego naukę i wyniki.

To były warunki do zaakceptowania. Ale poprosiła o jeszcze coś. Poprosiła abym przypomniał sobie, jak przeniosłem ją przez próg sypialni w dniu naszego ślubu. Poprosiła, abym każdego dnia w ciągu tego ostatniego miesiąca naszego małżeństwa, niósł ją w ten sposób z naszej sypialni aż pod drzwi wejściowe. Pomyślałem, że jej odbiło. Ale chcąc doprowadzić do końca nasze małżeństwo i rozpocząć życie z Jane, zgodziłem się. 

Opowiedziałem Jane o warunkach rozwodowych mojej żony. Śmiała się i powiedziała, że to absurd. Powiedziała również, że bez względu na sztuczki, jakie wymyśli moja żona, w końcu będzie musiała się pogodzić z końcem jej małżeństwa.

medium_12530711745

Moja żona i ja nie mieliśmy żadnego kontaktu cielesnego od bardzo dawna. Nawet zwykły dotyk był nam obcy. Więc kiedy, po raz pierwszy od dnia naszego ślubu, wziąłem ją w ramiona i przeniosłem z sypialni pod drzwi wejściowe, oboje czuliśmy się nieswojo i niezdarnie. Nasz syn wtórował całej sytuacji oklaskami. Patrzył na nas z uśmiechem i radością. Sprawiło mi to trochę bólu wewnątrz, wiedząc co się stanie za miesiąc. Trzymając ją tak w ramionach przeszedłem 10 metrów, zatrzymując się przed drzwiami wejściowymi. Ona spojrzała na mnie, zamknęła oczy i wyszeptała, abym nie mówił ich synowi o rozwodzie. Kiwnąłem głową, czując wewnątrz jakiś dziwny ból. Postawiłem ją na nogi, po czym pozwoliłem odejść na autobus, którym jechała do pracy. Sam pojechałem do swojego biura.

Drugiego dnia, poszło nam o wiele łatwiej. Wślizgnęła mi się na ręce, opierając się o klatkę piersiową. Zapach jej perfum momentalnie uderzył moje nozdrza. Zdałem sobie sprawę, że przez lata, wiele szczegółów umknęło mi , przestałem patrzeć na nią jak na kobietę. Zauważyłem, że nie była już tak młoda. Jej twarz otaczały zmarszczki, włosy u podstawy posiwiały. Nasze małżeństwo wyraźnie zaznaczyło swoje ślady na jej ciele. Przez moment, zacząłem się zastanawiać, co takiego jej zrobiłem.

Czwartego dnia, kiedy ją unosiłem, poczułem przez chwilę ten błysk intymności pomiędzy kobietą a mężczyzną, niczym przed laty. Patrzyłem na kobietę, która poświęciła mi 10 lat swojego życia. Szóstego dnia zacząłem coraz bardziej komfortowo czuć się, mając jej ciało blisko siebie. Jakby zatracona intymność zaczęła powracać z otchłani zapomnienia. Nie powiedziałem o tym Jane. Z każdym dniem, robiłem to z coraz większą łatwością i swobodą. Być może była to jakaś forma ćwiczenia, przez co stawałem się silniejszy fizycznie. 

medium_8008166770
Pewnego ranka, zobaczyłem ją, jak wybiera co na siebie włożyć. Wybierała z pośród wielu sukienek, ale nie mogła się zdecydować. W pewnym momencie westchnęła i powiedziała jakby do siebie: Wszystkie moje sukienki zrobiły się za duże. Zdałem sobie sprawę, że strasznie straciła na wadze, dlatego z taką łatwością nosiłem ją każdego dnia. W końcu to do mnie dotarło. Nosiła w sobie tyle żalu, smutku i bólu. Jakby podświadomie moja dłoń sięgnęła jej głowy.
W tym momencie wszedł nasz syn i powiedział: Tato, czas abyś zaniósł mamę do wyjścia. Dla niego widok ojca niosącego jego mamę do drzwi wyjściowych stał się nieodłącznym rytuałem dnia. Moja żona przyciągnęła go do siebie i mocno przytuliła. Odwróciłem głowę, bojąc się że moje emocję puszczą i zmienię decyzję. Wziąłem ją w ramiona i zszedłem z nią te 10 metrów pod drzwi wyjściowe naszego domu. Czułem jak jej dłoń oplata moją szyję. Trzymałem ją w ramionach pewnie ale nie za mocno. Nagle poczułem jakby czas się cofnął o 10 lat.

Ale jej wątła sylwetka mnie zasmuciła. Ostatniego dnia, kiedy trzymałem ją w ramionach, poczułem jak każdy krok stawiam z trudem. Nasz syn już dawno był w szkole. Trzymając ją tak w ramionach, spojrzałem na nią i powiedziałem, że zdziwiło mnie jak brak intymności pomiędzy kobietą a mężczyzną wpływa na ich związek. Pojechałem do biura. Wszystko działo się tak szybko. Wyskoczyłem z samochodu, nawet go nie zamykając, nie chciałem dopuścić do siebie żadnych wątpliwości. Wszedłem na górę. Jane otworzyła mi drzwi. Spojrzałem jej głęboko w oczy i jakby wiedziała, co za chwilę powiem. Powiedziałem jej, że jest mi bardzo przykro, ale nie chcę rozwodu. Spojrzała na mnie, niczym porażona. Dotknęła mnie, jakby sprawdzając czy nie mam temperatury. Wziąłem ją za dłoń i odsunąłem ją. Powtórzyłem, jak bardzo mi przykro i, że się nie rozwiodę. Dotarło do mnie, jak wiele poświęciła dla mnie żona, jak brak dotyku i intymności wpłynął na relację między nami i jak zaniedbałem nasze małżeństwo, kobietę, która była przy mnie przez 10 lat, dała mi na świat syna. I być może zrozumiałem to dopiero teraz nosząc ją przez ten miesiąc na rękach. Dlatego będę pracował nad sobą i naszym małżeństwem i zrobię wszystko co w moich siłach, aby nosić ją do końca naszych dni, tak jak sobie przyrzekliśmy przed ołtarzem, w dniu naszego ślubu. Jane jakby oprzytomniała i poczułem silny plask na swoim policzku. Zamknęła za mną drzwi i słyszałem jak płacze. Zszedłem na dół i odjechałem. Po drodze zatrzymałem się w kwiaciarni i zamówiłem bukiet kwiatów dla mojej żony. Sprzedawczyni zapytała mnie co ma widnieć na karteczce przy bukiecie? Uśmiechnąłem się i napisałem : „Będę Cię nosił w ramionach każdego ranka aż śmierć nas nie rozłączy”.

flickr

Tego dnia wróciłem szybciej do domu, trzymając bukiet w dłoni. Byłem strasznie szczęśliwy, czułem uśmiech na mojej twarzy. Wszystko nabrało zupełnie nowych, niesamowicie świeżych barw. Wbiegłem po schodach na górę. Leżała na łóżku. Nie ruszała się. Była martwa. Jak się okazało, moja żona chorowała na raka od wielu miesięcy. Walczyła z tą straszną chorobą, przegrywała, będąc w stadium termalnym. Byłem tak zajęty swoim życiem i Jane, że tego nie zauważyłem. Wiedziała, że jej czas się kończy, dlatego sprawiła mi swój ostatni dar. Chciała mi oszczędzić reakcji syna, jego poczucia winy względem mnie i naszych relacji w przyszłości. Wiedziała, że gdyby rozwód doszedł do skutku, nasz syn znienawidziłby mnie. Przynajmniej w oczach naszego syna, nadal byłem kochającym ojcem… do samego końca.

Najdrobniejsze szczegóły naszego życia, te detale, są tym co jest najważniejsze w związku. Nie chodzi o posiadłość w której mieszkacie, samochody, domek letniskowy, konto w banku. One mogą jedynie stworzyć warunki w których żyjecie szczęśliwie, ale nie samo szczęście. 
Więc nigdy nie traćcie z zasięgu wzroku najprostszych gestów. Dotyku, intymności, wzajemności. To one wpływają na jakość waszej relacji. 

Cudownie być żoną …

Od zawsze mężczyźni pragną kobiet…Tak jest było i będzie. Pragną je zdobywać, mieć, podziwiać…pragną kochanek i żon…

Ale czy lepiej być kochanką czy żoną?! Najlepiej to być genialną żoną i kochanką w jednym…Ale są panowie, którzy pomimo posiadania super fajnej żony posiadają też kochanki. I w tym przypadku lepiej być żoną czy kochanką??  Ja uważam,  że zawsze lepiej jest być żoną .

Bo będąc żoną masz zawsze swojego misia przy sobie. Nie ważne czy kran się zepsuje, czy po prostu chcesz się przytulić ale jako żona masz  ten przywilej, że misio jest przy Tobie i nie musisz czekać, aż się znudzi, aż obudzi się w nim jakaś niepohamowana żądza, On jest.

Rola kochanki jest z góry przegrana. Kochanka musi się z góry ukrywać, chować przed światem ze swoim uczuciem, nie dla niej są wspólne wypady ze znajomymi,rajdy po mieście..bo nie daj ktoś zobaczy. Kochanka co najwyżej może sobie pozwolić na wypad i rajd do hotelowego zazwyczaj łóżka…Też mi atrakcja 🙂

Jako żona wiesz, że z każdą troską możesz się swojemu misiowi wypłakać, a on jako Twój małżonek będzie z Tobą dzielił wszystkie troski i żale.  Będzie też komu obiadek ugotować, pranie zrobić… I to jest z punktu widzenia mężczyzny najlepsza zaleta żon.

Mężczyźni są zazwyczaj wygodny a kochane żony, dbające o swych mężów… poświęcają się im i gotują te pyszne obiadki, robią to pranie, zapewniają rozrywkę, umilają wolny czas, planują wakacje i odciążają głowę misia by ten mógł po pracy spokojnie usiąść i odpocząć z ukochaną gazetką w ręku…

 

A zatem żony mają lepiej…….Ale też ile więcej do zrobienia 🙂

medium_8008166770

 

Przywyczajenie

Przyzwyczajenie jest chyba najgorszą rzeczą jaka może się Nam przytrafić…bo my w ogóle mamy tendencje do przyzwyczajania się i rozleniwiania.

Przeciętny Kowalski wraca codziennie z pracy i narzeka jak to jej nienawidzi, jaki szef jest beznadziejny, że nie ma czasu dla rodziny a co dopiero pomyśleć o sobie.

Przeciętny Kowalski jeździ co roku na takie same wakacje, bo po co gdzie indziej , bo nie ma sensu, bo tam jest dobrze.

Przeciętny Kowalski nawet jak poznaje jakąś fajną nową osobę ale potrzeba lekkiej gimnastyki w codziennym grafiku by mieć dla niej czas to odpuszcza bo tak jest łatwiej.

Przeciętny Kowalski rezygnuje z mnóstwa rzeczy tylko dlatego, że to co ma jest ok, jemu wystarcza a nawet jeśli chciałby więcej to tak jest ok, bo to ma i nie wymaga od niego wysiłku.

Przeciętny Kowalski w głębi duszy pragnie, chce i marzy o lepszym życiu, lepszej pracy, fajniejszym domu i lepszych wakacjach ale się przyzwyczaił do tego co ma i boi się zaryzykować, boi się zmian więc zazwyczaj rezygnuje by dalej wieść życie przeciętnego Kowalskiego.

 

A ty jesteś przeciętnym Kowalskim czy zaryzykujesz by zmienić swoje życie na lepsze???

 

medium_4441155157

 

 

Czego nauczyłam się prowadząc własną firmę…

Od pół roku prowadzę własną firmę… staram się coś stworzyć, wprowadzić nowego , mojego, własnego, zgodnego z moją estetyką, moją koncepcją i moją wizją…Staram się jak najwięcej we własnej firmie robić sama od tych najtrudniejszych rzeczy wymagających siły fizycznej po te całkiem skomplikowane i nie pojęte dla mnie sprawy informatyczno- techniczne ( dziękuje Ci Jacuś 🙂 bez Ciebie bym nie dała na tym polu rady ). I wiecie przez te pół roku nauczyłam się naprawdę wiele, choć to i tak kropla w morzu tego co muszę umieć i się jeszcze nauczyć.
medium_11111089074
1. Podstawa to organizacja. Jak dla mnie zorganizowanie czasu i zaplanowanie dnia to rzecz święta. Staram się jak najwięcej pracować w domu choć wiadomo kwestie techniczne związane z renowacją czy tworzeniem innych rzeczy wykonuje w pracowni. A w domu …. A w domu zawsze łącze pracę ze spędzaniem czasu moim młodszym maluchem i mój czas roboczy i tak jest ograniczony do czasu aż starsze dziecie wróci z przedszkola.Ale uwierzcie dobra organizacja i da się zrobić wszystko.
2. Nienaganny wygląd każdego pracującego dnia. Nie okłamujmy się, praca w domu we własnej firmie sprawia, że możemy chodzić do 15 w piżamie i nie myśleć o tym jak się uczesać…Ale ja bym nie umiała tak pracować. Każdego dnia wstaję z samego rana i dzień zaczynam od starannego makijażu i fryzury niczym jak za czasów pracy w banku. Każdego dnia starannie wybieram strój…no tu bez przesady bo ma być wygodny:)
3. Zapewnienie sobie zdrowej przekąski. Podczas pracy przy ukochanym laptopie muszę mieć jakieś przekąski zazwyczaj owocowe choć są dni gdzie nie obejdzie się bez ciasteczek. Ale gdybym tego nie zrobiła nie byłoby pracy tylko co jakiś czas latanie do kuchni po coś na ząbek.
4. Social media offline 🙂 Nie bez powodu fanpage mojego sklepu nie jest w żaden sposób połączony z moim osobistym kontem. Bo gdyby był….to zamiast pracy pewnie przegadałabym na fejsie większość czasu…A tak nie ma wymówki:) Dobrym sposobem jest też stworzenie na komputerze oddzielnego konta gdzie na pulpicie nie ma tysięcy ikon, nie ma rozpraszaczy tylko rzeczy potrzebne i związane z pracą.

5 Cierpliwość i wiara w to co się robi. Nie ukrywajmy, że wszytko idzie po mojej myśli. Przez te pół roku nauczyłam się cieszyć z małych rzeczy, cieszyć z małych sukcesów własnej firmy i tego, że na sukces trzeba naprawdę dużo pracować i starać się na 200%
6. Odpoczynek. Trochę mi to zajęło ale dziś nauczyłam się odpoczywać i w każdym tygodniu jest 1 dzień gdzie nie ma dla mnie mojej firmy. Wtedy liczy się tylko moja rodzina i nic więcej.
7. Nowa technologia. Gdyby nie mój telefon i najważniejsze w nim dla mnie aplikacje i ciągłe połączenie z siecią nie byłabym w stanie wszystkiego tak mieć pod kontrolą. A tak będąc z chłopakami na placu zabaw mogę spokojnie odpisać klientowi na maila… I co najważniejsze gdy już w nocy zasypiając dostanę olśnienia i wpadnę na jakiś pomysł nie muszę szukać kartek, wstawać do laptopa…wystarczy mi evernote 🙂

medium_2939337382