intymność

Trafiłam na ten tekst całkowicie przypadkiem szukając chyba jakiegoś pomysłu na obiad i zrobił na mnie wrażenie. Myślę, że pomimo jego długości warto go przeczytać. Autorem tego wpisu jest www.kossowski-consulting.pl z Lessons Learned In Life. 

„Kiedy wróciłem tamtego wieczoru do domu, moja żona przygotowywała kolację. Wziąłem ją za rękę, spojrzałem w oczy i powiedziałem: Musimy porozmawiać. Usiadła i po cichu zaczęła jeść posiłek. Po raz kolejny w oczy rzucił mi się ten ból w jej oczach. Nie potrafiłem wycedzić z siebie ani jednego słowa. Ale w końcu musiałem powiedzieć to, o czym tak długo myślałem. Chciałem rozwodu. W końcu to z siebie wyrzuciłem. Ku memu zdziwieniu nie rozpaczała, zamiast tego zapytała o powód.

Starałem się zmienić temat. To ją zdenerwowało. Chlusnęła we mnie wodą ze szklanki i stwierdziła, że nie jestem mężczyzną. Tamtej nocy w ogóle już ze sobą nie rozmawialiśmy. Cały czas płakała. Wiedziałem, że chciała usłyszeć ode mnie co się stała z naszym małżeństwem. Ale nie chciałem dać jej prawdziwego powodu a nic innego mi do głowy nie przychodziło. Straciła mnie na rzecz Jane. Już jej, po prostu, nie kochałem. Było mi jej żal, nic po za tym.
W poczuciu winy, podpisałem wcześniej przygotowany pozew rozwodowy, oddając jej dom, nasz samochód i 30% w akcjach mojej firmy. Rzuciła tylko na to okiem i podarła dokument. Osoba, która poświęciła mi 10 lat życia, stała się nagle zupełnie obca. Żal mi było jej straconego czasu, energii i poświęcenia, ale moja miłość do Jane była zbyt duża, no i kości zostały rzucone. W końcu jej płacz zmienił się w rozpacz, nabrał na sile, czego się spodziewałem. Prawdę mówiąc w tym momencie ulżyło mi. Pomysł rozwodu, który chodził za mną od tygodni, ciążył niczym kamień, w końcu zaczął wydawać się rozsądnym i prawidłowym rozwiązaniem. Utwierdziłem się w tym rozwiązaniu.

Następnego dnia , wróciłem do domu bardzo późno, zobaczyłem ją piszącą coś przy stole. Nie chciało mi się przygotowywać sobie kolacji, więc udałem się prosto do łóżka. Sen zmógł mnie momentalnie, byłem tak wykończony niesamowitym dniem spędzonym z Jane. Kiedy się obudziłem, zobaczyłem ją nadal przy stole, piszącą. Prawdę mówiąc nie obchodziło mnie to, więc obróciłem się na drugi bok i usnąłem. 

Nad ranem przedstawiła mi swoje warunki rozwodowe: Nie chciała ode mnie niczego, ale potrzebowała miesiąca czasu, wtedy da mi rozwód. Poprosiła również, że podczas tego miesiąca oboje zrobimy wszystko, żeby żyć ze sobą jak normalniej się tylko da. Jej powód był prosty: Nasz syn miał egzaminy za miesiąc a ona nie chciała, żeby rozpad małżeństwa rodziców wpłynął na jego naukę i wyniki.

To były warunki do zaakceptowania. Ale poprosiła o jeszcze coś. Poprosiła abym przypomniał sobie, jak przeniosłem ją przez próg sypialni w dniu naszego ślubu. Poprosiła, abym każdego dnia w ciągu tego ostatniego miesiąca naszego małżeństwa, niósł ją w ten sposób z naszej sypialni aż pod drzwi wejściowe. Pomyślałem, że jej odbiło. Ale chcąc doprowadzić do końca nasze małżeństwo i rozpocząć życie z Jane, zgodziłem się. 

Opowiedziałem Jane o warunkach rozwodowych mojej żony. Śmiała się i powiedziała, że to absurd. Powiedziała również, że bez względu na sztuczki, jakie wymyśli moja żona, w końcu będzie musiała się pogodzić z końcem jej małżeństwa.

medium_12530711745

Moja żona i ja nie mieliśmy żadnego kontaktu cielesnego od bardzo dawna. Nawet zwykły dotyk był nam obcy. Więc kiedy, po raz pierwszy od dnia naszego ślubu, wziąłem ją w ramiona i przeniosłem z sypialni pod drzwi wejściowe, oboje czuliśmy się nieswojo i niezdarnie. Nasz syn wtórował całej sytuacji oklaskami. Patrzył na nas z uśmiechem i radością. Sprawiło mi to trochę bólu wewnątrz, wiedząc co się stanie za miesiąc. Trzymając ją tak w ramionach przeszedłem 10 metrów, zatrzymując się przed drzwiami wejściowymi. Ona spojrzała na mnie, zamknęła oczy i wyszeptała, abym nie mówił ich synowi o rozwodzie. Kiwnąłem głową, czując wewnątrz jakiś dziwny ból. Postawiłem ją na nogi, po czym pozwoliłem odejść na autobus, którym jechała do pracy. Sam pojechałem do swojego biura.

Drugiego dnia, poszło nam o wiele łatwiej. Wślizgnęła mi się na ręce, opierając się o klatkę piersiową. Zapach jej perfum momentalnie uderzył moje nozdrza. Zdałem sobie sprawę, że przez lata, wiele szczegółów umknęło mi , przestałem patrzeć na nią jak na kobietę. Zauważyłem, że nie była już tak młoda. Jej twarz otaczały zmarszczki, włosy u podstawy posiwiały. Nasze małżeństwo wyraźnie zaznaczyło swoje ślady na jej ciele. Przez moment, zacząłem się zastanawiać, co takiego jej zrobiłem.

Czwartego dnia, kiedy ją unosiłem, poczułem przez chwilę ten błysk intymności pomiędzy kobietą a mężczyzną, niczym przed laty. Patrzyłem na kobietę, która poświęciła mi 10 lat swojego życia. Szóstego dnia zacząłem coraz bardziej komfortowo czuć się, mając jej ciało blisko siebie. Jakby zatracona intymność zaczęła powracać z otchłani zapomnienia. Nie powiedziałem o tym Jane. Z każdym dniem, robiłem to z coraz większą łatwością i swobodą. Być może była to jakaś forma ćwiczenia, przez co stawałem się silniejszy fizycznie. 

medium_8008166770
Pewnego ranka, zobaczyłem ją, jak wybiera co na siebie włożyć. Wybierała z pośród wielu sukienek, ale nie mogła się zdecydować. W pewnym momencie westchnęła i powiedziała jakby do siebie: Wszystkie moje sukienki zrobiły się za duże. Zdałem sobie sprawę, że strasznie straciła na wadze, dlatego z taką łatwością nosiłem ją każdego dnia. W końcu to do mnie dotarło. Nosiła w sobie tyle żalu, smutku i bólu. Jakby podświadomie moja dłoń sięgnęła jej głowy.
W tym momencie wszedł nasz syn i powiedział: Tato, czas abyś zaniósł mamę do wyjścia. Dla niego widok ojca niosącego jego mamę do drzwi wyjściowych stał się nieodłącznym rytuałem dnia. Moja żona przyciągnęła go do siebie i mocno przytuliła. Odwróciłem głowę, bojąc się że moje emocję puszczą i zmienię decyzję. Wziąłem ją w ramiona i zszedłem z nią te 10 metrów pod drzwi wyjściowe naszego domu. Czułem jak jej dłoń oplata moją szyję. Trzymałem ją w ramionach pewnie ale nie za mocno. Nagle poczułem jakby czas się cofnął o 10 lat.

Ale jej wątła sylwetka mnie zasmuciła. Ostatniego dnia, kiedy trzymałem ją w ramionach, poczułem jak każdy krok stawiam z trudem. Nasz syn już dawno był w szkole. Trzymając ją tak w ramionach, spojrzałem na nią i powiedziałem, że zdziwiło mnie jak brak intymności pomiędzy kobietą a mężczyzną wpływa na ich związek. Pojechałem do biura. Wszystko działo się tak szybko. Wyskoczyłem z samochodu, nawet go nie zamykając, nie chciałem dopuścić do siebie żadnych wątpliwości. Wszedłem na górę. Jane otworzyła mi drzwi. Spojrzałem jej głęboko w oczy i jakby wiedziała, co za chwilę powiem. Powiedziałem jej, że jest mi bardzo przykro, ale nie chcę rozwodu. Spojrzała na mnie, niczym porażona. Dotknęła mnie, jakby sprawdzając czy nie mam temperatury. Wziąłem ją za dłoń i odsunąłem ją. Powtórzyłem, jak bardzo mi przykro i, że się nie rozwiodę. Dotarło do mnie, jak wiele poświęciła dla mnie żona, jak brak dotyku i intymności wpłynął na relację między nami i jak zaniedbałem nasze małżeństwo, kobietę, która była przy mnie przez 10 lat, dała mi na świat syna. I być może zrozumiałem to dopiero teraz nosząc ją przez ten miesiąc na rękach. Dlatego będę pracował nad sobą i naszym małżeństwem i zrobię wszystko co w moich siłach, aby nosić ją do końca naszych dni, tak jak sobie przyrzekliśmy przed ołtarzem, w dniu naszego ślubu. Jane jakby oprzytomniała i poczułem silny plask na swoim policzku. Zamknęła za mną drzwi i słyszałem jak płacze. Zszedłem na dół i odjechałem. Po drodze zatrzymałem się w kwiaciarni i zamówiłem bukiet kwiatów dla mojej żony. Sprzedawczyni zapytała mnie co ma widnieć na karteczce przy bukiecie? Uśmiechnąłem się i napisałem : „Będę Cię nosił w ramionach każdego ranka aż śmierć nas nie rozłączy”.

flickr

Tego dnia wróciłem szybciej do domu, trzymając bukiet w dłoni. Byłem strasznie szczęśliwy, czułem uśmiech na mojej twarzy. Wszystko nabrało zupełnie nowych, niesamowicie świeżych barw. Wbiegłem po schodach na górę. Leżała na łóżku. Nie ruszała się. Była martwa. Jak się okazało, moja żona chorowała na raka od wielu miesięcy. Walczyła z tą straszną chorobą, przegrywała, będąc w stadium termalnym. Byłem tak zajęty swoim życiem i Jane, że tego nie zauważyłem. Wiedziała, że jej czas się kończy, dlatego sprawiła mi swój ostatni dar. Chciała mi oszczędzić reakcji syna, jego poczucia winy względem mnie i naszych relacji w przyszłości. Wiedziała, że gdyby rozwód doszedł do skutku, nasz syn znienawidziłby mnie. Przynajmniej w oczach naszego syna, nadal byłem kochającym ojcem… do samego końca.

Najdrobniejsze szczegóły naszego życia, te detale, są tym co jest najważniejsze w związku. Nie chodzi o posiadłość w której mieszkacie, samochody, domek letniskowy, konto w banku. One mogą jedynie stworzyć warunki w których żyjecie szczęśliwie, ale nie samo szczęście. 
Więc nigdy nie traćcie z zasięgu wzroku najprostszych gestów. Dotyku, intymności, wzajemności. To one wpływają na jakość waszej relacji. 

Reklamy

Cudownie być żoną …

Od zawsze mężczyźni pragną kobiet…Tak jest było i będzie. Pragną je zdobywać, mieć, podziwiać…pragną kochanek i żon…

Ale czy lepiej być kochanką czy żoną?! Najlepiej to być genialną żoną i kochanką w jednym…Ale są panowie, którzy pomimo posiadania super fajnej żony posiadają też kochanki. I w tym przypadku lepiej być żoną czy kochanką??  Ja uważam,  że zawsze lepiej jest być żoną .

Bo będąc żoną masz zawsze swojego misia przy sobie. Nie ważne czy kran się zepsuje, czy po prostu chcesz się przytulić ale jako żona masz  ten przywilej, że misio jest przy Tobie i nie musisz czekać, aż się znudzi, aż obudzi się w nim jakaś niepohamowana żądza, On jest.

Rola kochanki jest z góry przegrana. Kochanka musi się z góry ukrywać, chować przed światem ze swoim uczuciem, nie dla niej są wspólne wypady ze znajomymi,rajdy po mieście..bo nie daj ktoś zobaczy. Kochanka co najwyżej może sobie pozwolić na wypad i rajd do hotelowego zazwyczaj łóżka…Też mi atrakcja 🙂

Jako żona wiesz, że z każdą troską możesz się swojemu misiowi wypłakać, a on jako Twój małżonek będzie z Tobą dzielił wszystkie troski i żale.  Będzie też komu obiadek ugotować, pranie zrobić… I to jest z punktu widzenia mężczyzny najlepsza zaleta żon.

Mężczyźni są zazwyczaj wygodny a kochane żony, dbające o swych mężów… poświęcają się im i gotują te pyszne obiadki, robią to pranie, zapewniają rozrywkę, umilają wolny czas, planują wakacje i odciążają głowę misia by ten mógł po pracy spokojnie usiąść i odpocząć z ukochaną gazetką w ręku…

 

A zatem żony mają lepiej…….Ale też ile więcej do zrobienia 🙂

medium_8008166770

 

Wielkanoc w domu

Jakoś mnie tak ostatnio praca pochłania, że dziś obudziłam się z myślą że to przecież już prawie Wielkanoc….. No to przecież trzeba domek udekorować. Kwiatki, jajka, gałązki, wstążki…

Dla mnie Wielkanocna stylizacja wnętrza nie może obejść się bez tulipanów. Muszą być i koniecznie muszą być fioletowe. Drugi kolor już nie ma takiego znaczenia ale fioletowe tulipany mogą być. I uwielbiam pastele, więc w tym roku postawie na pastelowe serwetki i może jakieś pastelowe miseczki na stole…i biały obrus, bez wzorów, bez udziwnień, bez dodatków , może mieć biały haft.

A na stole nie może jeszcze zabraknąć małego wianka z gałązek udekorowanego jajeczkami, kurczaczkami i zajączkami.

I w tym roku w końcu moje maluchy będą pomagać..to będzie Nasz pierwszy taki rok gdzie mój smyk się już razem ze mną zajmuje dekoracją…sam stawia wazony, układa jajka w koszyczku no i zapewne cały się wymaże przy kolorowaniu jajek 🙂

A dla tych co jeszcze nie mają pomysłu jakby tu na niedzielne śniadanie udekorować stół i wnętrze zapraszam do obejrzenia pomysłów które szczególnie mi przypadły do gustu.

 

Bycie blogerem….

Jedno z najpopularniejszych zajęć teraz…bycie blogerem… I jakie prestiżowe 🙂 Ktoś Cię pyta co robisz a ty ze skromnością odpowiadasz a wiesz jestem blogerem, pisze sobie takie tam i trzepie kaskę. I jakie na pozór łatwe. No bo przecież wystarczy założyć bloga, zrobić mu jakiś wygląd i bach! wrzucasz fotki, jakiś tekst i już. Samo się robi….

 

Oj gdyby to było takie łatwe….Ale ja nie o tym. Czy jak już jesteśmy tym blogerem i piszemy te różnorakie teksty i opowieści dziwnej treści to do której granicy wolno Nam się posunąć?

Czy jak opiszemy wszystkich ludzi jakich mamy wokół, zmieniając jednie imiona będzie to uczciwe?! Bo przecież nikt się nie zorientuje.

Czy możemy bezkarnie napisać jaką to mamy beznadziejną koleżankę ale i tak się z nią kumplujemy to będzie to ok? Byle tylko tłum czytał??

Bo widzicie ja się właśnie zastanawiam….od tygodnia męczę się z pewnym tekstem, który może coś ludziom uzmysłowi, zwróci uwagę na pewien problem…ale z drugiej strony jak napiszę, to czy nie będę mieć wyrzutów sumienia, że poruszam temat osoby, która w jakiś sposób jest mi bliska?!

 

No to sobie na razie odpuściłam temat…. może gdy wymyślę jak go ująć, żeby się nikt nie obraził to wtedy…

A Wam jak mija poniedziałek?? Bo mój jak zwykle leniwie i mało pracująco 🙂 Ale to niestety tylko do jutra ten stan potrwa …a szkoda

Urocze dodatki do kuchni

A więc zaraz po świętach urządzam na nowo kuchnie….Jakoś wizja bałaganu tuż przed świętami mnie odstrasza tym bardziej, że pracy w firmie co nie miara i wypadałoby czasem prawie nie spać. Postanowiłam moją kuchnie całkiem stonować i jak to mówi moja babcia zrobić ją smutną i nudną czyli szarą… Będzie piękna! Ale nie nudna.

Ja rozumiem, ciemne meble, szare ściany…no nie zapowiada się kolorowo. Ale tu z pomocą mają mi przyjść kolorowe dodatki. I właśnie zaczynam poszukiwania od kolorowych noży które już posiadam, aczkolwiek uparcie poszukuje ślicznych różowych po kolorowe deski do krojenia, łopatki, miski…. i nudno nie będzie.