Szara rzeczywistość

   Dziś kochani post zupełnie inny od wszystkich.
 Dziś mam do Was takie pytanie czy warto za wszelką cenę gonić za szczęściem???  Załóżmy , że mamy po 30 kilka lat, udane małżeństwa, fajne rodziny, świetną posadę i wspaniały dom. Co Nam więcej potrzeba ?! I nagle pewnego dnia na naszej drodze staje on (no dobra wersja dla panów :)ona). Niby nie pozorny, zwykły znajomy, niby nic a jednak z czasem zauważacie , że Wasze myśli ,całe Wasze życie staje do góry nogami i zaczyna się liczyć tylko ten niby niepozorny ktoś 🙂 A nawet może być jeszcze gorzej zakochujecie i to tak na maksa, bez pamięci, bez rozsądku. Ta druga osoba pomimo także poukładanego życia odwzajemnia to uczucie, więcej mówi o tym, wyznaje, a Wy czujecie się jakbyście latali nad ziemią, jakbyście wygrali los na loterii.
I tu moje pytanie co w takiej sytuacji?? Co wtedy?? No bo przecież, macie rodziny, kochających mężów, żony co z nimi. Warto w takiej sytuacji gonić za króliczkiem??? Czy konsekwencje tego nie są zbyt duże ???
I tak na koniec przypomniały mi się słowa pewnego znanego blogera 🙂 lecz Ja je troszkę pozmieniam by pasowały. Pogoń za króliczkiem w takiej sytuacji jest czystym egoizmem, zaspokajaniem własnej potrzeby, jednak większym egoizmem jest dogonienie króliczka i poinformowanie o tym z swojej drugiej połówki. Większym dlatego, że z powodów wyrzutów sumienia i chęci oczyszczenia się z nich zniszczymy cały świat bliskiej Nam osoby.

A Wy co o tym wszystkim myślicie???

lamunieca.pinger.pl
Reklamy

20 uwag do wpisu “Szara rzeczywistość

  1. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, i mam nadzieję, że nie będę. Mam też nadzieję, że nie dotyczy to Ciebie, bo w moim odczuciu takie zawirowanie życiowe nie jest nikomu do szczęścia potrzebne (nawet jeśli jest się tą nową, szczęśliwie zakochaną stroną…). Gdy przychodzi stabilizacja – ślub (poważny związek), rodzina, dziecko – budujemy coś, co moim zdaniem niewarte jest burzenia. Szczególnie jeśli są dzieci. Mieszkania, majątki – to wszystko nieważne, można podzielić, jakoś się dogadać przy odrobinie dobrej woli. Ale dziecko – mały człowiek – łączy ludzi na zawsze i tak to już jest, że najbardziej szczęśliwe jest z mamą i tatą. Nie mam pojęcia, jakbym postąpiła, ale z tej pozycji, którą mam teraz – wybieram rodzinę. Choć wszystko zależy od sytuacji – jednak jeśli mąż jest dobry, zaradny, porządny – nie warto odchodzić. Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że u Ciebie wszystko ok, a to temat „a propos” jakiejś sytuacji np. u znajomych. Buziaki :*

  2. Serdecznie dziękuje za troskę i faktycznie pomysł na temat nie jest wzięty z życia 🙂 Ja na szczęście nie mam takich problemów, rozterek i mam nadzieję , że nigdy nie będę musiała ich mieć. Dom, rodzina i dzieciaki są najważniejsze a chyba z każdym mężem/ żoną da się dogadać, wystarczy szczera rozmowa 🙂 Pozdrawiam Cię

  3. Nawiązując do przedmówców…..
    Jest to bardzo złożona sytuacja…ciekawa jestem czy wypowie się tutaj ktoś kto właśnie biegł za króliczkiem a nawet go złapał.
    Tylko wtedy będziemy mogli zobaczyć co się stało, jak potoczyło dalej życie….
    Pisanie typu „Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, i mam nadzieję, że nie będę” jakoś do mnie nie trafia.
    A jeśli będziesz…?
    Czy wtedy będziesz myśleć o dziecku? I podejmiesz decyzję, że trzeba to zakończyć? Po latach małżeństwa popada się w przyzwyczajenie ( oczywiście gdzieś tam jest miłość ), tak jest dobrze wychowaliśmy dzieci ….. A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty ?
    Przykładna żona, matka.
    I nasuwa się pytanie a co z króliczkiem? I po latach gdy już będziesz mieć 40-50 lat króliczek nie przyjdzie. Już nie ma za czym gonić. A może warto pomyśleć też o sobie? Jak widzicie odpowiedź na pytania Kaji nie jest prosta.
    Mam kilka przyjaciółek, które dzisiaj zastanawiają się czy gdyby wtedy pobiegły za króliczkiem…..jak dzisiaj wyglądało by ich życie. Ale są takie które złapały króliczka i są dzisiaj szczęśliwe a niektóre nie.
    I na koniec złapanie króliczka nie oznacza że to co już mamy legnie w gruzach…. Ania moja przyjaciółka miała romans, nie wielu o tym wie, a niedawno obchodziła 25 rocznicę ślubu, doczekała się wnusi 🙂 I co najważniejsze jest szczęśliwa ze swoim mężem. On nie wie. A patrząc na nich…nikt nie podejrzewałby nawet że kiedyś był ………króliczek.
    Pozdrawiam
    Małgosia

  4. Hmmm….dlaczego niszczyć szczeście, które budowało się kilka dobrych lat, dla chwilowego zauroczenia czy namiętności. To tylko odskocznia, adrenalina, coś co minełoby i tak po latach , nie jak w przypadku wyrzutów sumienia. Rozumiem gdyby mąż czy żona pili, bili , byli patalogią …etc… ale w przypadku szczesliwej rodziny? O szczęście trzeba walczyć, nieustannie! W moim kodeksie, zdrady w takim przypadku w grę nie wchodzą, co więcej, są wręcz ochydne i wstrętne.

  5. Masz racje mówienie ” nigdy nie byłam i mam nadzieje ,że nie będę” jest trochę bezsensu. Nikt nie wie co Nas czeka, może kiedyś stanie na mojej drodze króliczek i co wtedy?? Na ten moment wiem tylko tyle, że gdyby teraz ten króliczek stanął to nawet nie pomyślałabym aby biec, odwróciłabym się w drugą stronę i powiedziała uciekaj króliczku, nie chce Cię. Tyle wiem na ten moment, na dziś, ale dziś mam za sobą tylko 4 lata małżeństwa nie wiem co będzie za 5, 10 czy 20 lat….Zobaczymy wtedy. Pozdrawiam serdecznie.

  6. nigdy nie mów nigdy ale….no właśnie to ALE! uważam,że warto najpierw urozmaicić życie z mężem / żoną niż porywać się za króliczkiem…oczywiście pod warunkiem,że w rodzinie było szczęście…bardzo podoba mi się Twój blog zostaję tu 😀 i obserwuję 🙂 gorąco zapraszam do siebie sissi1910.blogspot.com

  7. 36 lat na karku, 12 lat udanego małżeństwa, 2 dzieci i od 6-ciu miesięcy króliczek.
    Dlaczego?
    Bo choćby nie wiem jak kochający Cię mąż- po tak długim czasie nie da Ci już tych motyli w brzuchu, tego zapomnienia i zauroczenia. Tyle wiary w siebie co teraz nie miałam chyba nigdy.
    A co będzie- nie wiem.

  8. Gadget napisała: „Ale dziecko – mały człowiek – łączy ludzi na zawsze i tak to już jest, że najbardziej szczęśliwe jest z mamą i tatą. ”
    Dziecko, nawet małe, nie jest głupie i będzie czuło, czy mama (rodzice) jest szczęśliwa czy nie. Uważam, że lepiej dla dziecka, gdy jest.
    Oczywiście szczęście i radość rodzicowi może dawać samo dziecko, zwłaszcza malutkie. Ale czy każdy jest w stanie być tak silny i poświęcić się bez reszty dla dziecka? Zapomnieć o wszystkich swoich potrzebach i żądzach? Zapomnieć o wszystkich swoich uczuciach z wyjątkiem oczywiście tych do dzieci i ewentualnie do męża, jeśli jeszcze jakieś pozostały?
    Nawet jeśli są takie Matki Polki, czy to też jest jednoznacznie pozytywne?
    Z drugiej strony, jeżeli to jest tylko chwilowa pokusa, drobne zauroczenie, jednorazowa odskocznia to… po co jej ulegać? No chyba, że szczęście i spełnienie będzie nam dawało ganianie i łapanie króliczków, póki tylko starczy nam sił…
    Pytanie brzmi czego chcemy w życiu? Spokoju i stabilizacji, a może przygód? 🙂 A może raz tego, a raz tego… Może sami nie wiemy, czego naprawdę chcemy…

  9. Zaraz „szczęście”, zaraz „niszczyć”… Podejrzewam, że ktoś prawdziwie szczęśliwy nie miałby takich dylematów…
    „adrenalina, coś co minełoby i tak po latach” – odważne założenie, zapewne tak, minęłoby, ale czy na pewno?
    i wreszcie „które budowało się kilka dobrych lat”… to jest pewna cecha naszego ludzkiego myślenia, naszej psychiki… ok, wielu z ludzi… bardzo źle znosimy rozstawanie się z nietrafionymi „inwestycjami”, poświęciliśmy nasz czas, naszą pracę, nasze emocje by coś „zbudować” i nie chcemy by nasz trud „poszedł na marne”, trzymamy się kurczowo „nasze inwestycji”, wierzymy, że będzie lepiej, że możemy poświęcić jeszcze trochę pracy, trochę wysiłku, trochę czasu a będzie lepiej, albo chociaż tak, jak jest… Ten mechanizm widoczny jest szczególnie przy inwestycjach giełdowych: ktoś kupuje akcje, a one nagle zaczynają mocno taniec, czekamy, czekamy, nadal tanieją, a my czekamy, aż się odbiją, bo przecież nie po to inwestowaliśmy by stracić, nie? ale nie chcemy rezygnować z tej inwestycji, szkoda nam włożonych pieniędzy… i tak się łudząc, nie chcąc sprzedawać, trzymamy tracąc więcej…

  10. Podoba mi się Twoje podejście…tak jest. My się kurczowo trzymamy Naszych żon, mężów bo tyle lat razem, bo dzieci… Tyle, że jak coś jest na siłę to po co?? Na co mamy się męczyć, budować jakieś złudzenie fajnego życia tylko dlatego, że tyle lat

  11. Kurczowo trzymamy się, bo się boimy. Boimy się nieznanego. „Lepszy diabeł znany, niż nieznany”. A strach rzadko jest dobrym doradcą (żeby nie napisać „nigdy nie jest”). Strach często blokuje nas przed robieniem tego, czego naprawdę chcemy. Oczywiście, często możemy się pomylić, popełnić błąd. Ale co z tego? Na tym polega życie! Nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi, kto nie ryzykuje, kto boi się stracić.

  12. A ja się będę trzymać mojego zdania 🙂 Może jestem naiwna, ale wierzę w monogamię i związki na całe życie. Do tego dążę i codziennie się staram. Od 6 lat ten sam mężczyzna i jest nam dobrze. Co będzie kiedyś, nie wiem. Tego nikt nie wie… Ale ważne jest to, jaki mamy cel, jakie wartości wyznajemy i o czy marzymy. Ja marzę o szczęśliwej rodzinie 🙂 i w moim pojęciu zdrada nie jest elementem szczęśliwej rodziny. Oczywiście rzeczywistość jest zupełnie inna. Co poradzę, że jestem optymistką? Mogę mieć tylko nadzieję, że mój facet nigdy mi się nie znudzi i będzie nam razem dobrze tak jak teraz. I tylko to miałam na myśli 😉 Pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s